Pandemia, dezynfekcja i jej konsekwencje dla zdrowia skóry
Od marca 2020 roku żyjemy w warunkach ogłoszonej pandemii XXI wieku, a więc już wiele miesięcy. Wraz z kolejnymi obostrzeniami wprowadzono obowiązkowe spryskiwanie i mycie rąk w miejscach publicznych, sklepach, restauracjach, urzędach i wielu innych przestrzeniach. Preparaty dezynfekujące zawierają zwykle wysokie stężenia alkoholu etylowego lub izopropylowego. W większości przypadków na etykiecie znajduje się jedynie krótka informacja o ilości etanolu, natomiast brakuje dokładnego wykazu pozostałych składników oraz potencjalnych działań niepożądanych.
Przykład etykiety:
Extra Płyn do dezynfekcji rąk 5L – 49,95 zł (46,25 zł netto)
Kilkukrotne używanie środków dezynfekujących w ciągu dnia może prowadzić do poważnych zaburzeń skórnej flory bakteryjnej — naturalnej bariery ochronnej człowieka. Nawet najbardziej zaawansowane środki antybakteryjne nie rozróżniają mikroorganizmów szkodliwych od pożytecznych. Działają totalnie, niszcząc całe populacje bakterii i wirusów, co niesie poważne konsekwencje zdrowotne.
Jeszcze nie tak dawno nie przywiązywano tak dużej wagi do higieny osobistej — dzieci bawiły się w piasku, wkładały ręce do buzi, piły z jednej butelki, dzieliły się jedzeniem, jadły owoce prosto z krzaka czy warzywa prosto z ziemi. Dziś sytuacja wygląda zupełnie inaczej: codzienne kąpiele, wszechobecne środki dezynfekcyjne oraz ogromna dbałość o higienę. Dzięki temu spadła liczba zakażeń, jednak pojawia się pytanie — czy całkowita eliminacja drobnoustrojów jest naprawdę korzystna?
Badania sugerują, że zbyt intensywna walka o czystość może osłabiać układ odpornościowy, prowadząc do wzrostu zachorowań na alergie i choroby autoimmunologiczne.


Rola naturalnej mikroflory i teoria higieny
Skóra człowieka o powierzchni 1,5–2 m² jest zasiedlana przez ogromną liczbę mikroorganizmów. Na 1 cm² żyje około 10 milionów bakterii, m.in.:
- Staphylococcus epidermidis (90% flory),
- Corynebacterium jeikeium,
- Propionibacterium acnes,
- Pseudomonas aeruginosa.
Prawidłowa flora bakteryjna wpływa na rozwój układu odpornościowego i nerwowego. Niektóre potencjalnie chorobotwórcze drobnoustroje pełnią funkcje ochronne, np.:
- SHelicobacter pylori zmniejsza ryzyko astmy,
- niektóre szczepy Salmonella chronią przed alergiami,
- wirus WZW A zmniejsza występowanie chorób atopowych,
- zakażenia pasożytnicze mogą chronić osoby ze stwardnieniem rozsianym przed nawrotami choroby.
W 1989 roku dr Strachan zaproponował tzw. teorię higieny, łącząc wyższy standard higieny i mniejszą liczbę infekcji w dzieciństwie ze wzrostem alergii. Obserwacje populacyjne potwierdziły, że alergie częściej występują:
- w krajach rozwiniętych,
- w środowisku miejskim,
- tam, gdzie dzieci mają mniej kontaktu z mikrobami.
Zauważono także, że spadek zachorowań na gruźlicę, odrę, ospę czy WZW A koreluje ze wzrostem astmy alergicznej. Odwrotnie — kontakt z niektórymi infekcjami w młodości zmniejsza ryzyko alergii. Badania w gospodarstwach wiejskich wykazały, że dzieci mające kontakt ze zwierzętami rzadziej chorują na atopie.
Mechanizm wyjaśniający to zjawisko opiera się na równowadze między limfocytami Th1 i Th2. Brak kontaktu z mikroorganizmami zaburza tę równowagę, sprzyjając reakcjom alergicznym. Mikroorganizmy wpływają także na dojrzewanie komórek dendrytycznych oraz limfocytów regulatorowych (Treg), które odpowiadają za właściwe modulowanie odpowiedzi immunologicznej.
Ograniczony kontakt ze środowiskiem biologicznym prowadzi do zaburzeń immunoregulacji i zwiększa ryzyko alergii, stanów zapalnych i chorób autoimmunologicznych. W ostatnich latach wyraźnie rośnie liczba młodych osób dotkniętych tymi schorzeniami.
W latach 2008–2014 projekt DIABIMMUNE w Finlandii wykazał związek między nadmierną sterylnością a wzrostem zachorowań na cukrzycę typu 1. Finlandia — jedno z najczystszych państw na świecie — notuje najwyższy wskaźnik tej choroby.
Dalsze badania (prof. Tom McDade) wykazały, że kontakt dzieci z mikroorganizmami do 2. roku życia zmniejsza poziom białka CRP w dorosłości, redukując ryzyko stanów zapalnych. Nawet przebywanie w otoczeniu zwierząt korzystnie wpływa na immunologię.
Autorka tekstu wspomina własne doświadczenia z dzieciństwa — częste infekcje, leczone antybiotykami, ale dziś pełne zdrowie i brak alergii. Może oznaczać to, że kontakt z drobnoustrojami uczy układ odpornościowy właściwej reakcji. Obecne zalecenia sterylności mogą przynieść negatywne skutki dla kolejnych pokoleń.

Nadmierne stosowanie środków dezynfekcyjnych, rękawiczek jednorazowych i zbyt częste mycie rąk może prowadzić do chorób skóry, takich jak grzybice czy alergie. Mydła zawierające triklosan i triklokarban — popularne substancje antybakteryjne — powodują zaburzenia hormonalne, wpływają negatywnie na rozwój, dojrzewanie i płodność.
Skutki przesadnej higieny oraz zagrożenia dla skóry i zdrowia
Nadmierne stosowanie środków dezynfekcyjnych, rękawiczek jednorazowych i zbyt częste mycie rąk może prowadzić do chorób skóry, takich jak grzybice czy alergie. Mydła zawierające triklosan i triklokarban — popularne substancje antybakteryjne — powodują zaburzenia hormonalne, wpływają negatywnie na rozwój, dojrzewanie i płodność.
Ograniczenie naturalnego kontaktu z mikroorganizmami w ciągu życia osłabia układ odpornościowy. Długotrwała sterylność środowiska może zwiększać ryzyko poważnych chorób cywilizacyjnych, autoimmunologicznych i alergicznych.
Dzisiejsze praktyki higieniczne przyniosą swoje skutki dopiero za kilka lub kilkanaście lat, kiedy dorosną dzieci wychowywane w przesadnie sterylnych warunkach. Naukowcy ostrzegają, że może to doprowadzić do fali nowych problemów zdrowotnych związanych z upośledzoną odpornością.
Mam nadzieję, że wszyscy Państwo z rozsądkiem stosujecie środki dezynfekcyjne w codziennym życiu.

